Siema,
dzisiejszy dzień miał być bez spiny - plan: jeden długi spacer i ćwiczenia z napinaniem linki i kierunkami. Wszystko szło pięknie. Rano podczas szybkiej sanitarki(spacer na załatwienie się) z Psotą spotkałem Pawła z Laysem i Mambą więc skoczyłem do domu podmienić Psotę na Kolę i poszliśmy się przejść. Zrobiliśmy całkiem ładny spacerek, szkoda że nie zabrałem ze sobą telefonu to nie będzie loga z Endo. Myślałem że nic nie zdoła zepsuć mi tak dobrze rozpoczętego dnia. Pomyłka.
Popołudniu zabrałem sledy i ruszyliśmy z Kolą na działki(jako że jeszcze leży trochę śniegu, to ludzie się tam nie kręcą i nie rozprasza się). Na działkach obowiązują zasady jak w terenie publicznym tj. możemy się poruszać alejkami wygrodzonym poza terenem czyjejś działki, psy muszą być na smyczy lub w kagańcu. Upatrzyłem sobie odpowiednią alejkę na uboczu, żeby nikomu nie przeszkadzać. Przypiąłem Kolę do ogrodzenia którym otoczone są całe działki i które oddziela je od terenu miejskiego. Zaczęliśmy ćwiczenie, po ok. 10 min stwierdziłem że jeszcze kilka powtórzeń i się zmywamy. Wtedy nagle z działki położonej tuż przy alejce na której trenowaliśmy wyskakuje staruszka i zwraca się do mnie w te strofy:
S: Gdzie ku**a, spier***aj z tym psem.
JA: Ale o co chodzi? Mogę tutaj być, pies jest przecież na smyczy.
S: Już ku**a, spier***aj z tym spem.
JA: Może trochę kultury, podobno w Pani czasach uczyli.
S: Spier***aj mówię ku**a bo gazem za**bie.
Generalnie jestem dość impulsywną osobą, więc sam sobie się dziwię że dotrwałem do tego etapu, ale tutaj miarka się przebrała. Nikt nie będzie mnie i Koli straszył gazem. Nie pozostałem dłużny i puściłem wiązankę najgorszych epitetów, gróźb, nie zapomniałem wspomnieć też o jej rodzinie. Na co staruszka faktycznie wyciągnęła z kieszeni gaz i zaczęła psikać. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że nie miała zielonego pojęcia o zasięgu jego rażenia i psikała z ok. 3 metrów. Trochę szkoda, że nie było wiatru, bo może tą techniką sama napryskała by sobie w twarz.
Żałuję, że nie nagrałem całej sytuacji bo zapewne był by z tego całkiem sensowny viral na youtube. Jednak nerwy zszargała do imentu. Całe szczęście, że zawinęliśmy się w porę i w drodze do domu wybiegałem cześć szału, bo miałem ochotę spalić jej tę działkę, zasypać i zabić osinowym kołkiem, żeby zło nie wróciło.
Nie bardzo też mam pomysł na to jak reagować na starych agresywnych ludzi. Bić nie wypada(zwłaszcza kobiety), przy takim poziomie agresji szansy na porozumienie są zerowe. A frustracja w człowieku rośnie pod niebiosa. W sumie Kola też przez dłuższy czas wydawała się być dość spłoszona i wystraszona całą tą kołomyją.
Mieliście tak? Bo zaczynam wierzyć, że tylko mnie spotykają co i rusz jakieś niemiłe niespodzianki ze strony zarówno właścicieli innych psów jak i świrów, od których roi się w Polsce.
Na koniec dzień uratowali Grzegorz, Renata i Silvia dzięki którym załapałem się na jakieś 4+ kg świeżego mięsa z kurczaka za darmoszkę - wielkie dzięki dla Was :)! Oraz Ulki która obiecała mi podarować oponę do treningów z Kolą - również olbrzymi ukłon w twoją stronę!
Pozdrawiam i lecę na sanitarkę z dziewczynami!
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz