poniedziałek, 3 lutego 2014

Foto Haszczaki i zaprzęgi

Siema!

Dziwię się że mam siłę dzisiaj wklepać jeszcze ten post. Po 3 godzinach na świeżym powietrzu ze stadem haszczaków czuję się tak wymęczony że ledwo się doturlałem z łóżka do kompa żeby coś skrobnąć.

Do rzeczy! Dzisiaj mieliśmy z Kolą przyjemność uczestniczyć w sesji fotograficznej której tematem były psie zaprzęgi. Wchodząc na naszą polankę rozpostarł się przed nami taki oto widok:


16 Huskych/Malamutów + jakieś niedobitki które nie zwiały z polany jak przybyła wataha. Uroczo jest zobaczyć takie stado. Jednak niespecjalnie dobrze czujemy się w tłumie(ja i Ania, Kola za to odnalazła się świetnie). Przybył też pan maszer z sankami domowej roboty(btw. całkiem sensowna i niewymagająca konstrukcja, na przyszłą zimę sam skonstruuje coś takiego na dwa psy).

Impreza sama w sobie bardzo fajna. Problem w tym że jak jest duża impreza to często robi się też duży burdel. Modelki się spóźniły. Każdy chciał żeby jego pies się "przeleciał" w zaprzęgu. Generalnie powstał chaos. Nie lubię też parcia na szkło(ciężko żeby go nie było skoro to sesja zdjęciowa) inni jakoś się dobrze odnaleźli, nawet bardzo. Później przybyły modelki i ekipa foto, zaczęło się wywoływanie psów, zmiany koncepcji etc.

Kiedyś trochę jarałem się fotografią, nawet wpadłem na parę warsztatów. Zawsze wszyscy guru, w tym mój niezawodny przyjaciel od serca Jarek mówili że to fotograf ma panować nad tym co się dzieje na planie. Dzisiaj na planie panował maszer który przywiózł sprzęt. Trochę zgodnie z zasadą "mój cyrk, moje małpy". Nie lubię kiedy ktoś rozkazuje innym(na zasadzie pan i władca). Rozumiem że się poczuwa jako ten bardziej doświadczony. Tylko że zazwyczaj ludzie naprawdę doświadczeni i dobrzy w tym co robią są skromni i starają się pomóc, doradzić, a nie psuć innym krew. Może nie dotknęło by mnie to tak bardzo, ale krzyczenie na Anie i Kolę pod moją nieobecność jest w bardzo złym guście i nie pozwolę żeby ktokolwiek tak traktował moje dziewuchy. Zwłaszcza jeśli widzimy się na oczy drugi raz w życiu. Może moja opinia też również jest powierzchowna, ale dla mnie sport z którym dopiero zaczynam przygodę ma być rekreacją, zajebistym spędzaniem czasu. Nie stresem i ciężką harówą. Na harówę jeszcze przyjdzie czas. Łatwo jest wypalić psa i powie to każdy kto chociaż trochę poczytał, albo doświadczył. Jeśli ktoś ma niespełnione ambicje i chce je realizować kosztem mojego komfortu to powodzenia ale nie ze mną.

Co dobre, to to że udało się podpiąć Kolę na trochę do zaprzęgu i pobiegała, więc mogliśmy się upewnić że chce. Druga sprawa - była też  Sanga która jest absolutnie bratnią duszą Koli  tak że - nawet bo kilku ładnych rundkach w zaprzęgu zabawa była pyszna. Na koniec dodam że chyba z obecności nas i Koli największą nagrodą za udział w tym całym przedsięwzięciu były uśmiechy dzieciaków które Kola przewiozła na saneczkach. I może lepiej na tym zakończyć. Fotki Kola + Sanga, jeżeli chodzi o zabawę - duet "nie do zajechania".









Podsumowanie, przynajmniej dla mnie jest takie:

Fajny pomysł, z wykonaniem mogło być lepiej. Witałem się z gąską i liczyłem że znalazłem kontakt z kimś kto ogarnia zaprzęgowe sprawy. I tak jest w rzeczywistości, jednak nasze podejście, mentalność i sposób pracy z psem jest diametralnie inny, tak że trzeba będzie szukać dalej. Kola wybiegana i szczęśliwa śpi.

Co za tym idzie i jakie są nasze plany? Ano po dzisiejszym parę priorytetów stało się jasne. Kola na razie będzie trenowała solo ze mną lub Anią. Na wiosnę mam nadzieję że uda nam się wyłożyć pieniążki na rower albo hulajnogę, tak żeby było coś do treningu dla jednego psa.

Co do nas to pierwszą sprawą jest wyniesienie się wreszcie na swoje, jak Bóg da to do Rembertowa albo w jakiś inny około-leśny teren, gdzie będzie można pozwolić sobie na kolejnego haszczaka w naszym stadku. Ja będę nadal próbował szukać jakichś maszerów z którymi może uda mi się lepiej dogadać i zaczepić na trochę nauczyć i głęboko wierzę że w tym środowisku istnieją fajni, ciepli ludzie.

Co więcej? Mam coraz większą motywację do tego żeby rzucić palenie, tak że trzymajcie za mnie kciuki.

To tyle na dzisiaj,
Pozdrowienia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz