Dawno nie pisałem bo nie bardzo było o czym. Ale pogoda zaczyna się stabilizować(obym nie wypowiedział tego w złej godzinie!), więc można wziąć się do roboty. Od wczoraj powróciliśmy do biegania. Na początek lajtowo 1,4 km z oponą, żeby się rozruszać i budować mięśnie. Poszło zdecydowanie mniej opornie niż się spodziewałem. Dzisiaj był plan żeby powtórzyć wczorajszy trening(dodać może ze 100-200 metrów) ale... No właśnie! O tym jak nieświadomie wymyśliłem zajebisty system motywacyjny dla Koli.
Wczoraj Kola jak wróciliśmy z biegania(z godzinę po powrocie!) dostała kurczaka z ryżem i olejem z łososia(napiszę o tym wynalazku oddzielny post, ale to za jakiś czas). Dzisiaj jak już się przygotowaliśmy przed wyjściem wyciągnąłem resztkę z wczorajszego posiłku z lodówki żeby się zagrzał trochę zanim go dostanie. No cóż... Wyszła grzecznie - siku, siku... no i się zaczęło. Skoki do mojej brody, chora euforia, skakanie na oponę której jej jeszcze nie podpiąłem i ogólne ADHD. Pomyślałem - zajebiście ma parcie żeby ciągnąć to podpinam. Uspokoiłem ją, podpiąłem oponkę i co? W tył zwrot i sprintem do domu tak jakby opona nie istniała. No cóż pobiegłem z nią... Drugie podejście - już wiedziałem co jest grane. Poszliśmy na koniec trasy i tam wpiąłem oponę. To samo, przebiegła z 800-1000 m sprintem(galop to się chyba nazywa) z podpiętą oponą. Oczywiście sytuacja żeby biegła w drugim kierunku nie miała prawa się zdarzyć. Tym sposobem odkryłem zaiste świetny motywator i sposób do wyćwiczenia "On by"(przygotuj się) i "Hike"(naprzód). Teraz muszę przemyśleć jak go dobrze wykorzystać... Ktoś ma jakieś dobre pomysły?
Inny problem jest taki że Kola dość opornie szła na w tamtą stronę, ale może warto tak zrobić tylko kilka razy żeby skojarzyła że po ładnym ciągnięciu zostanie pięknie nagrodzona.
Cóż jeśli potrzeba jest matką wynalazków, to zdecydowanie przypadek jest ich ojcem.
Gorące pozdrowienia,
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz